|
| Preludium... światła
|
| Chwile z Bogiem... |
| Wieczór z Bogiem
|
| Noc z Bogiem...
|
| Życie augustiańskie
|
| Dar powołania
|
| Pisane światłem
|
| Życiowe refleksje - medytacje sióstr...
|
| Zaloguj |
Dar...
Wspólnota Sióstr Kanoniczek Regularnych Szpitalnych od Miłosierdzia Jezusa i Reguły Świętego Augustyna z Francji zaprasza do DAR-u... Ta strona jest dla ciebie. Mówi ona tylko jedno - jest"Ktoś", kto cię kocha. Nawet jeśli jeszcze o tym nie wiesz. Daj się odnaleźć Jedynemu, Który cię nigdy nie zostawi! Ta strona chce po prostu otworzyć cię na Spojrzenie, którego światło sprawi, że twoje życie stanie się Życiem. Twoje istnienie nabierze sensu, stanie się obecnością, żarem, będzie siać nadzieję - stanie się darem Miłości...
|
|
|
 |
 |
|
W Świetle Twego Piękna.
Panie, który dajesz światu Piękno, Odnów me serce. Niczym Twe świetliste perły rosy, Daj mi krystaliczną czystość. Niczym Twe tańczące w blasku słońca fale, Daj mi wolność i radość. Niczym Twe gwiazdy zasłuchane w ciszę nocy, Wznieś moje myśli do góry. Pomóż mi odczytywać przesłania, Jakie skryłeś w szepcie liści. W cudowności barw i wspaniałości zachodów słońca, Szukać ciepła Twej obecności. Przemieniaj moje pragnienia w szlachetne czyny, Posłańców Miłości. Spraw, abym zawsze była gotowa, Powracać do Ciebie, Z czystymi dłońmi, jasnym spojrzeniem. By odnajdywać - Światło Twego Piękna...
"Duchowa herbata".
Pan prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszę. (Ps 23, 2-3)
Anglicy uważają, że zwyczaj popołudniowego picia herbaty pochodzi od księżnej Anny z Bedford żyjącej w XIX wieku. W tych czasach Anglicy zwyczajowo spożywali najpierw obfite śniadanie, następnie lekki obiad koło południa i nie wracali już do stołu aż do kolacji późnym wieczorem. Księżna Anna, która – co zrozumiałe – zwykle na długo przed kolacją czuła się głodna, kazała podawać sobie po południu do pokoju małą przekąskę. Wkrótce na posiłek zaczęła spraszać również swych przyjaciół. Ten praktyczny zwyczaj szybko zdobył sobie uznanie w całej Anglii. Choć początkowo czas na herbatę księżna traktowała jako dodatkowy posiłek w ciągu dnia, już wkrótce odkryto, że zastawienie stolika piękną chińską porcelaną i zaproszenie kilku bliskich przyjaciół posilało nie tylko ciało, lecz również i duszę. Faktycznie, prawdziwa wartość i piękno tego czasu polega na jego zdolności ubogacania i dodawania blasku szarej codzienności, podkreślając takie wartości, jak uprzejmość i przyjaźń. Nam również każdego dnia potrzebny jest czas na „duchową herbatę”. Nawet jeśli spożywamy „obfite śniadanie” w postaci porannej modlitwy, to jednak często się zdarza, że troski całego dnia zaczynają nas przygniatać. Nasz duch zaczyna tęsknić za chwilą spokoju i wytchnienia w obecności kochającego Zbawiciela. Tak jak kruche ciasteczko wraz z kilkoma łykami ciepłej herbaty potrafi znacznie poprawić nasze samopoczucie i przywrócić życiową energię, tak krótka modlitwa lub chwila uwielbienia może pokrzepić naszego ducha. Zarezerwuj sobie po południu czas, aby zwrócić uwagę na piękno życia, które Bóg ci ofiarował. Odkryj piękno i radość w ludziach wokół ciebie, w bukiecie kwiatów na stole lub po prostu w cudownym aromacie parzonej herbaty. Stwórz sobie tych parę chwil z dala od zgiełku codzienności, nim wrócisz do swych normalnych zajęć. I podziękuj Panu, że podzielił się z tobą swoją obecnością.
Poczuj smak spotkania...
Wspomnienie czasu spędzonego razem przy filiżance herbaty przywołuje często na myśl przyjemne skojarzenia z przyjaźnią unoszącą się nad ciepłym imbrykiem. Wyobrażamy sobie pięknie nakryty stół z postawioną na nim wspaniałą, starą chińską zastawą, przyozdobioną srebrnym łyżeczkami. Wtedy przenosimy się myślami w delikatniejszy, cieplejszy i lepszy świat – w którym życie zdaje się mieć więcej „smaku”. Nie każda rodzina zna tradycję wspólnego zasiadania po południu przy ciastku i herbacie, a przecież tak wiele dzięki niej mogłaby zyskać. Jest to okazja, aby choć przez chwilę zapomnieć o ciągłym zabieganiu, aby porozmawiać z najbliższymi, skierować myśli bardziej w stronę bycia niż działania i zasmakować uczucia pokoju wracającego do serc. Czas na herbatę potrafi ukoić zszargane nerwy i przywrócić dniu właściwy porządek. Kilka popołudniowych chwil, jakie ofiarujesz Bogu, możesz rozpocząć od przyjrzenia się temu, co wydarzyło się w ciągu dnia aż do chwili obecnej. Wydobądź najpierw wszelkie negatywne sprawy, które się wydarzyły, np. niepotrzebna kłótnia z kolegą z pracy lub rezygnacja z uczynienia jakiegoś dobra. Módl się, prosząc o wybaczenie i możliwość naprawienia wyrządzonego zła. Potem wyraź Bogu swoją wdzięczność za modlitwy już wysłuchane i proś Go o pomoc. Każdy dzień i każda pora są dobre, aby Boga uwielbiać, dziękować Mu i prosić o przebaczenie. Jednak szczególnie warto czynić to wówczas, gdy zgiełk dnia wciąż jeszcze trwa, a już odczuwa się znużenie.
Niech te teksty staną się twoją Herbatą z Panem Bogiem – byś mógł nieco odpocząć przy Panu, zanim nadejdzie wieczór.
Tak blisko?... Bliscy czasem muszą być dalej, by zbytnia bliskość nie stała się nagle przepaścią między nimi... Może tej prawdy teraz braknie trochę w pojmowaniu przyjaźni, miłości, więzi między ludźmi. Może zbytnia niecierpliwość serc nie pozwala na dojrzewanie, na wolność, na spokój zawierzenia w uczuciowych związkach? Nie wiem. Pytam, ale i poniekąd już cząstkę odpowiedzi niosę... Może ten wiersz od kogoś to lepiej dopowie? * Jeżeli jest gdzieś przyjaźń – niech wejdzie miedzy nas, Lecz nie teraz, nie w tej chwili jeszcze. Musimy najpierw razem dwa siwe konie skraść, By przejechać się przez miasto w deszczu. Jeżeli więc jest przyjaźń – niech dana będzie nam, Ale może jeszcze nie tej zimy, Bo w naszej beczce soli nie widać ciągle dna, A gdy jemy z niej, to jeszcze się krzywimy. Niech lepiej nie przychodzi – w marzeniach ani w snach, Ładnych słowach, zwierzeniach przy świecy. I nie każe nam nawzajem naszych myśli znać, Ani widzieć tak samo każdej rzeczy. Lecz w końcu niechaj przyjdzie - cichutko wejdzie w nas, Gdy wcale nie będziemy się spodziewać... Zmoknięci, przemarznięci, wpatrzeni w jeden sad, W którym każdy ujrzy inne drzewa. * I jak tu nie pamiętać, że miłość, że przyjaźń, że szczęście...jest darem, jest Łaską, jest uśmiechem Boga do tych, co niczego nie chcą sprawiać na siłę, co niczego nie traktują tak, jakby to się im "święcie" należało i być musiało... Podobieństwo i odrębność. Z wszystkiego, co ludzie mogą sobie darować, nie znam niczego świętszego, o co można by zabiegać, niczego, co byłoby trudniejsze do zdobycia, wspanialsze do przeżycia, niczego, co byłoby większym błogosławieństwem - niż przyjaźń. A. von Rieval Tak to już Pan Bóg urządził ten świat, że człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Pragnie jego życzliwej obecności podczas wędrówki po, jakże nieraz krętych i wyboistych, ścieżkach życia. O ile pewniej stąpa się po stromych zboczach codzienności, gdy obok, w pogotowiu, jest ramię przyjaciela. Dopóki żyjemy tu na ziemi, z konieczności zawsze będziemy w drodze, a - jak to ktoś powiedział - "nie jest dobrze wybierać się w drogę samemu, gdyż nie ma nawet do kogo powiedzieć: boję się". Słowo Boże w Księdze Koheleta też podpowiada, że lepiej jest dwóm niż jednemu, bo gdy zdarzy im się upaść, jeden drugiego podniesie, jeden drugiemu opatrzy rany. Obecność drugiego staje się błogosławieństwem, łagodzi doświadczenie trudu wędrowania, dotrzymuje kroku w radościach i smutkach. Przyjaciel nawet nie musi zawsze mądrze radzić, nie musi umieć wszystkiego wytłumaczyć, czy wyjaśnić, niech tylko idzie obok, tak jak napisał o tym Albert Camus: "Nie idź przede mną, bo mogę za tobą nie nadążyć. Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem". Chyba nikt, tak naprawdę, nie chce doświadczać osamotnienia, nie chce być sam na sam ze swoim życiem. Tak nas Pan Bóg wymyślił, że potrzebujemy się tym życiem z kimś podzielić i komuś dać taką możliwość. Tylko w taki sposób mamy szansę wychylić się poza samych siebie i odkryć bogactwo drugiego człowieka, złożone w jego wnętrzu hojną ręką Stwórcy. A gdy już przyjaźń trwa wystarczająco długo, by nastąpiła wymiana darów, by zakwitły kwiaty wzajemnego zaufania i zrodziły się owoce wierności, przyjaciele mogą śmiało powiedzieć o sobie: Nie byłoby mnie bez ciebie, a ciebie beze mnie, bo stałeś się częścią moich dziejów, a ja częścią dziejów twoich. Razem płakaliśmy, razem szukaliśmy nadziei; razem milczeliśmy o tajemnicach i razem odkrywaliśmy ważne prawdy; razem odpoczywaliśmy, razem dźwigaliśmy nasze ciężary; i tak razem tworzyliśmy naszą wspólną historię prawdziwego, przyjacielskiego "my" (chyba Tischner-sprawdzić). Musimy jednak pamiętać, że mimo tego wzajemnego przenikania każdy z przyjaciół pozostaje kimś jedynym, niepowtarzalnym i odrębnym. Przyjaźń ma upodabniać, ale nigdy nie może utożsamiać. Dzięki innym mamy stawać się coraz bardziej sobą, a nie czyjąś "odbitką". Ktoś trafnie powiedział, że ludzie muszą być do siebie trochę podobni, aby się rozumieć i trochę różni, żeby się kochać nawzajem. I rzeczywiście, bo podobieństwo i odrębność to, jakby lewy i prawy but przyjaźni - mają jakąś wartość tylko wtedy, gdy stanowią parę. Pojedynczo stają się czymś zupełnie nieprzydatnym, a niekiedy nawet szkodliwym. Tak, jak w jednym bucie, nie zajdzie się daleko bez narażenia stopy na zranienie, tak też zbytnia odmienność, czy nadmierne upodobnienie kaleczą przyjaźń. I taka "okulawiona", zamiast ubogacać osoby, dotkliwie je zubaża. A z pewnością nie o to chodzi w prawdziwej miłości przyjacielskiej. Miłość - ta prawdziwa - upodabnia przyjaciół w pragnieniach, wartościach i celach - nie zatrzymuje się na samej zewnętrzności, ale sięga w głąb duchowych pokładów serca. W relacji przyjaźni zarówno "ja", jak i "ty" powinny być wyraźnie czytelne, choć wcale nie jest łatwo "wypisać" tę odrębność życiem. Jednak warto się potrudzić, bo tylko wtedy przyjaźń ma szansę na przetrwanie. Jeżeli kiedyś usłyszycie od innych: "jacy wy jesteście różni!" albo: "jak świetnie się uzupełniacie!", to znaczy, że się udało ustrzec i pomnożyć ten, jakże kruchy i cenny, dar Boży. Życzę ci... Kogoś... Cała chwała tego świata nie jest warta jednego przyjaciela. Voltaire Przyjacielu, jesteś mi potrzebny jak wyżyna, na której się swobodniej oddycha. A. de Saint - Exupéry Po cóż zabiegam o przyjaciela? Aby mieć za kogo umrzeć, aby mieć za kim pójść na wygnanie, mieć kogo z poświęceniem bronić od śmierci. Seneka "Świat jest taki pusty, gdy ma się na myśli tylko góry, rzeki i miasta, ale jeśli wiemy, że tu i ówdzie jest ktoś, kto się z nami zgadza, z kim możemy w milczeniu współistnieć, to dopiero wtedy ta świadomość czyni ziemię zamieszkałym ogrodem" - twierdził J.W. Goethe. I tak naprawdę jest, bo przecież nie miejsca, rzeczy i zjawiska przyrody, choćby najcudowniejsze, nadają sens naszemu życiu, ale Miłość Stwórcy, który nam piękno świata podarował i miłość drugiego człowieka, z którym tym światem mamy się zachwycić. Obecność "bratniej duszy" w świecie potrafi nie tylko pustynię w raj przemienić, ale uczynić wiele innych "cudów" w naszym życiu. Już sama świadomość bycia kochanym opromienia swym blaskiem najbardziej szarą i może niekiedy trudną do udźwignięcia codzienność. Jeżeli zdołaliśmy kogoś obdarować tym, tak cennym, Bożym darem ludzkiej życzliwości, być może kiedyś usłyszymy to najpiękniejsze przyjacielskie podziękowanie: "Samo to, że gdzieś jesteś było mi pomocą"... Nie dla podziękowań jednak jest się przyjacielem i nie dla wdzięczności ktoś przed kimś otwiera swój dom... Przyjaźń jest miłością bezinteresowną. Mówi się o współczesnym człowieku, że jest naznaczony poczuciem głębokiego osamotnienia. Wydaje się, że im szybciej świat pędzi do przodu, tym więcej osamotnionych osób zostawia za sobą. Osób otoczonych ludźmi, ale pozbawionych człowieka, którego można by określić mianem "mój przyjaciel". Syndrom samotności daje się przezwyciężyć jedynie we wspólnocie ducha, w zjednoczeniu serc. Dlatego tak bardzo pragniemy przyjacielskiej bliskości człowieka. To ona pozwala pozbywać się wszystkich masek, które wkładamy, żeby jakoś zaistnieć w tym ucywilizowanym społeczeństwie, żeby obronić się przed agresywnym światem ludzkich osądów i wymagań. Masek, które czynią z nas bardziej samotnych aktorów niż ludzi. Jedynie u boku przyjaciela mamy odwagę wreszcie je zdjąć i w końcu "zagrać" siebie samych. Rosyjski filozof, M. Bierdiajew, napisał, że dla przezwyciężenia samotności w społeczeństwie "oblicze człowieka domaga się odbicia chociażby w jednym jeszcze ludzkim obliczu, w Ťtyť [...], poszukuje zwierciadła, które nie będzie krzywym zwierciadłem. [...] Takim zwierciadłem, które autentycznie odbija oblicze, jest oblicze kochającego". Skoro tak, to całkiem oczywistym "oczekiwaniem" związanym z przyjacielem jest gwarancja okazania się zwierciadłem najwyższej jakości - w różnych okolicznościach życia. Stąd raczej trudno byłoby zgodzić się ze stwierdzeniem innego wielkiego myśliciela - B. Pascala, że "niewiele byłoby przyjaźni, gdyby każdy wiedział, co przyjaciel o nim mówi, kiedy go nie ma". Tam, gdzie pojawia się jakaś forma dwulicowości czy nie całkiem szczere intencje, nie ma mowy o przyjaźni, a nawet o prawdziwym koleżeństwie między tymi osobami. Przyjaźń ze swej istoty domaga się wzajemnego zaufania i wierności, i to zwłaszcza "za plecami", bo wiemy, że w oczy wielu ludzi może nam sprzyjać - np. ze zwykłej grzeczności. Jeżeli obawiamy się jaką postawę wobec nas przyjmie droga nam osoba, gdy nie stoimy obok niej, to tak naprawdę nie mamy przyjaciela... Szlachetna i prawa przyjaźń wyraża się między innymi w zwykłej, wzajemnej uczciwości i lojalności przyjaciół. Może właśnie dlatego ks. M. Maliński napisał kiedyś bardzo znamienne życzenia: "Życzę ci, abyś miał człowieka, który cię nie sprzeda nawet wtedy, gdy będzie mógł dobrze na tym zarobić. Abyś mógł spokojnie iść obok niego, nie bojąc się, że cię zepchnie z drogi. Abyś mógł go puścić przed sobą wiedząc, że ci nie zatarasuje przejścia. Abyś mógł go zostawić poza sobą bez strachu, że ci wbije nóż w plecy. - Abyś miał człowieka, który za tę lojalność wobec ciebie nie zagarnie ci twojej wolności, twojego czasu - ciebie samego". Nie wiem czy autor, pisząc te słowa, miał na myśli przyjaciela, ale z pewnością miłość przyjacielska powinna dawać takie poczucie bezpieczeństwa i daje... - o ile jest prawdziwą przyjaźnią... Rozchmurz się. Błogosławiony niech będzie Pan, który okazał cuda swoje i łaski w mieście warownym. ( Ps 31,22 ) Czy jesteś ścisłym, czy raczej swobodnym interesantem? Terminy te weszły w Stanach Zjednoczonych w modę po uchwaleniu amerykańskiej Konstytucji. Ścisły interpretator traktuje dokument dosłownie, swobodny dostrzega w nim miejsce na różne interpretacje i zastosowania. A jak wygląda realizacja twojego codziennego rozkładu zajęć: czy ściśle się go trzymasz, czy dajesz sobie troszkę swobody? Czy nie zgadzasz się na żadne odstępstwa od planu, który sobie wyznaczyłeś, czy też jesteś na tyle elastyczny, aby zmienić bieg, kiedy jakaś niespodziewana okazja puka do twych drzwi? Pewna młoda mama miała czwórkę dzieci, więc była zmuszona zapomnieć o znajdowaniu czasu na przerwę. Jej mąż często pracował po godzinach, co sprawiało, że to ona miała całość – i dom, i dzieci – na głowie. Po pewnym czasie stwierdziła, że jedynym sposobem na sprostanie wszystkim obowiązkom jest ścisłe trzymanie się planu dnia i narzucanych sobie reguł – tak jak w wojsku. Niektóre czynności miała wykonywać każdego dnia o stałej godzinie. Jeśli jej to nie wychodziło, to w poczuciu winy sypiała krócej, aby nadrobić zaległości. To sprawiało, że z każdym dniem czuła się dużo gorzej i nie mogła wypełniać do końca swych zadań. Któregoś popołudnia jej pięcioletnia córeczka weszła do kuchni, gdy mama przygotowywała obiad. „ Zapraszam cię na herbatkę” – powiedziała dziewczynka z wielkim uśmiechem na ustach. Normalnie usłyszała by odpowiedź: „ Nie teraz. Jestem zajęta”. Jednak tego dnia mama przypomniała sobie własne dzieciństwo i wszystkie odmowy jej matki, gdy chciała ją zaprosić na herbatkę. Zamiast więc powiedzieć: „ Nie”, pomogła przygotować córeczce nakrycie, na którym znalazła się taca z ciasteczkami, mały imbryk, cukier, najładniejsze łyżeczki i kilka płóciennych serwetek. Dwójka najstarszych dzieci była w szkole. Najmłodsze akurat spało. W domu panowała cisza, a młoda mama nie potrafiła sobie przypomnieć czy kiedykolwiek tak bardzo smakowała jej filiżanka herbaty.
|
|
Dar - Echo Spotkania...
- czyli nasz dar spotkania...
Podziel się tym wszystkim co maluje w Tobie cisza serca... swoją refleksją... miłością do Jezusa... obawami... pytaniami... swoimi pragnieniami... Bądźmy dla siebie "Echem miłości..." spotykając się tutaj...
"Zasłyszane..."
Są takie słowa, które przemijają jak wiatr... są i takie, które zapadają głęboko w naszych sercach - przybliżają nas do Jezusa, kształtują nasze życie...
Może i Ty zechcesz zostawić "wpis" swojego słowa?
Obowiązek czy...? Nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli. Wy zaś, Bracia, nie zniechęcajcie się w czynieniu dobrze! (2 Tes 3, 12-13) Wszyscy chcielibyśmy lubić swoją pracę. Liczni specjaliści od badania rynku wysuwają następujący wniosek: „Jeśli nie lubisz tego, co robisz, pomyś1, co byś lubił i zmień zajęcie”. Dla większości ludzi jest to jednak rada z gatunku: „Łatwo mówić, trudno zrobić”. Co możemy zrobie, aby polubić zajęcie, które wy¬daje nam się nudne, zniechęcające albo bezsensowne? Zacznij od tego, że pomyś1 o osobach, dla których pra¬cujesz. Po pierwsze, pracujesz dla Pana. Po drugie - dla samego siebie, aby zapewnić sobie utrzymanie i pew¬ne dobra materialne oraz szacunek do samego siebie. Po trzecie, pracujesz dla innych: dla swej rodziny oraz dla tych, których wspierasz materialnie. W końcu pra¬cujesz też dla firmy albo dla sprawy - co w opinii realistów sprowadza się do tych osób, z którymi na co dzień pracujesz. Po nazwaniu wszystkich tych osób, spróbuj zasto¬sować następujące „akumulatory” przyjemności związane z twoją pracą: 1. Przeznacz co miesiąc drobne kwoty dla konkret¬nych osób potrzebujących wsparcia - może to być na przykład ktoś bezdomny, którego spotykasz w drodze do pracy. 2. Powiedz co najmniej dziesięć szczerych komple¬mentów dziennie swoim najbliższym współpracowni¬kom. Wyraź głośno swą wdzięczność za ich trud, pra¬cę i uprzejmość. 3. Noś przy sobie fotografię swoich najbliższych i poświęć codziennie kilka chwil, aby na nich popa¬trzeć. 4. Wyznacz sobie własne cele związane z wydajno¬ścią, jakością pracy i jej skutecznością. Następnie na¬gradzaj siebie samego jakimś drobiazgiem, ilekroć uda ci się osiągnąć któryś z zamierzonych celów. Zapisuj swe osiagnięcia - ten zapis może ci pomóc w uzyska¬niu nowego, lepszego stanowiska! Takie proste prawdy, przypominające o celu pracy i ludziach, którzy z niej korzystają, pomogą ci dostrzec głębszy sens wypełnianych obowiazków. Z tym ściśle wiąże się osobista satysfakcja, która prawie zawsze może być nazwana innym słowem: „zadowolenie”.
|
|
|
|
|
 |
|