|
| Preludium... światła
|
| Chwile z Bogiem... |
| Wieczór z Bogiem
|
| Noc z Bogiem...
|
| Życie augustiańskie
|
| Dar powołania
|
| Pisane światłem
|
| Życiowe refleksje - medytacje sióstr
|
| Witraz miłości
|
| Zaloguj |
Dar...
Wspólnota Sióstr Augustianek
od Miłosierdzia Jezusa z Francji zaprasza do DAR-u...
Ta strona jest dla ciebie.
Mówi ona tylko jedno - jest"Ktoś", kto cię kocha.
Nawet jeśli jeszcze o tym nie wiesz.
Daj się odnaleźć Jedynemu, Który cię nigdy nie zostawi!
Ta strona chce po prostu otworzyć cię na Spojrzenie,
którego światło sprawi, że twoje życie stanie się Życiem.
Twoje istnienie nabierze sensu, stanie się obecnością,
żarem, będzie siać nadzieję - stanie się darem Miłości...
|
|
|
 |
 |
|
Kochać samego siebie...
Kochać samego siebie to inaczej być przez siebie akceptowanym. Na dobrą radę, by akceptować siebie samego, można się dzisiaj natknąć wszędzie. Jednak pytanie brzmi, w jaki konkretny sposób mogę to robić. Kochać oznacza « dobrze posiadać, dobrze się obchodzić ». Ma to związek z rękami. Mogą coś przyjąć tylko z ich pomocą. Biorę coś w swoje ręce, a to staje się częścią mnie. Przyjąć samego siebie i zaakceptować znaczy troskliwie, czule i dobrze się ze sobą obchodzić. Miłość jest czymś namacalnym, czymś uosobionym. Dobrze obchodzę się z samym sobą, gdy dobrze traktuję własne ciało. Nie powinienem go rozpieszczać, lecz czynić je przejrzystym dla Boga. Powinienem się w nie wsłuchać. Poprzez chorobę, przeszkody, poprzez ból, mówi mi ono coś o mnie samym. Właśnie to, co ono mówi, powinienem zaakceptować, wziąć w swoje ręce i pozwolić, by stało się częścią mnie, a to oznacza pogodzenie się z tym. To samo z myślami jakie we mnie powstają. Również takie myśli powinienem zaakceptować, przyjąć jako część siebie. Powinienem także rozróżniać, czy myśli nie szturmują mnie od zewnątrz i nie przeszkadzają mi w byciu sobą. W takim przypadku muszą z nimi walczyć w ramach dobrego obchodzenia się z sobą i dopuszczać do siebie tylko myśli dobre, abym został przez nie uzdrowiony. Mnisi świadomie napełniali się dobrymi myślami przy czytaniu Pisma Świętego. Czytanie go było dla nich nie tylko kontaktem z Bogiem, lecz także częścią miłości samego siebie. Pismo Święte odpędza negatywne myśli i uzdrawia nas poprzez myśl Boga, jaką pozwalamy odkryć dopiero naszemu prawdziwemu wnętrzu. Wszelka asceza jest ostatecznie umiłowaniem samego siebie. Dobrze obchodzimy się sami ze sobą, pragniemy, by wciąż wzrastało nasze dobre wnętrze, a poprzez takie środki ascezy jak dyscyplina, modlitwa, lektura Pisma Świętego, post itd., oddalamy widmo pleniących się chwastów, które przeszkadzaja nam rozwinąć się i rozkwitnąć.
Jak mogę kochać Boga ?
Co mówi Jezus i co stwierdza Stary Testament o przykazaniu zobowiązującym do miłości Boga ? Wszyscy znamy to przykazanie. Jednak co to znaczy kochać Boga całym swym sercem ? W mowie pożegnalnej Jezus mówi : « Kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moją naukę » (J 14,15). Miłość jest tu przedstawiona jako postawa, jako czyn. Zachowywać naukę to tak się obchodzić ze sobą samym, ze swoim życie, ze swoim czasem, ze sworzeniem i z ludźmi, jak odpowiada to Bogu. Miłość do Boga odbija się we właściwym traktowaniu Jego obrazów, jego stworzeń, a przede wszytkim największego z nich, jakim jest człowiek. Wciąż znajdujemy się w niebezpieczeństwie, by obrazy Boga traktować tak jak Jego samego, tak się w nich zatracić, że zyskują one w naszych oczach rangę absolutną. Wtedy one zaczynają być dla nas bożkami. Wtedy wszystko się odwraca i stajemy się niewolnikami w kajdankach sukcesu, pieniędzy, posiadania, uznania, w pętach nałożonych przez ludzi, których adorujemy, którzy stają się dla nas wszystkim. Kochać Boga całą swoją duszą to stawiać Go na pierwszym miejscu i wszystko traktować w taki sposób, jak odpowiada to rzeczywistości danej nam przez niego, która jednak nie jest Nim samym. Miłość do Boga to wreszcie najbardziej właściwy sposób obchodzenia się z ludźmi i rzeczami, z własnym czasem i własnym życiem. Również chorobę przyjmuję z Bożych rąk jako coś, przez co On do mnie przemawia, wskazuje mi na moje granice, na wewnętrzny nieporządek, jaki jest we mnie albo po prostu jako coś, czego na swój, nie dający się wytłumaczyć sposób, wymaga ode mnie, bym miał udział w krzyżu Jezusa.
On tylko patrzy... Ponoć najtrudniej jest zapomnieć, o czym się nie chce już pamiętać… * Pamięci umysłu, pamięci wyobraźni i uczuć, pamięci sumienia – nie można tak łatwo zatrzeć zapomnieniem, bo byle co może je nagle ożywić. A ponoć najtrudniej jest wymazać z pamięci czyjeś oczy patrzące ze skargą, z wyrzutem, z niemym pokrzywdzeniem. * Było to w czasach wznoszenia i urządzania przez braci franciszkanów kościoła św. Trójcy w starym Gdańsku. Wśród licznej zakonnej braci było wielu kamieniarzy, rzeźbiarzy, złotników, ludwisarzy, jak i malarzy. A brat Laurencjusz był niedościgły w rzeźbie i malarstwie. Jemu to zlecił przeor wykonanie wielkiego krucyfiksu z umęczoną postacią Jezusa, który miał zwisnąć pod sklepieniem nad głównym ołtarzem. Z lękiem zabrał się do dzieła ów brat, wzorem mistrzów, żyjąc jedynie pracą i modlitwą, poza modłami nie wymawiając słowa. Pracował zupełnie sam w pasji i o poście.Przed Wielkim tygodniem wielka drewniana figura Ukrzyżowanego była gotowa. Gdy wciągnięto krzyż z nią pod tęczowe sklepienie, tłumy Gdańszczan zbiegły się oglądać arcydzieło. Niektórzy wpatrywali się w twarz Jezusa, jakby chcąc dojrzeć, czy jeszcze widać na niej życie, czy już jest martwa. Kto jednak stanął tuż pod krucyfiksem, a miał dobre oczy, dziwnie szybko opuszczał wpatrujący się w to Oblicze wzrok i zaraz stamtąd odchodził. Tego spojrzenia z krzyża nie mógł wytrzymać nikt i o tym tylko rozprawiano na ulicach i pod kościołem. Znaleźli się dość szybko – zwłaszcza ważniejsi i możniejsi, co mieli jakieś kłopoty z sumieniem – co zaczęli wytykać nieudolności mistrzowi. Inni poczęli użalać się, iż dzieci ciężarnych matek będą porażone tym spojrzeniem w ich łonach. Byli też tacy, co dowodzili, iż nie godzi się w kościele wystawiać takiej strasznej twarzy. Tyle było owych skarg, że przeor polecił bratu artyście zmienić wyraz Jezusowego Oblicza. Tenże posłuchał, jak uprzednio, gdy mu polecono wykonać tę postać. W słoneczny wiosenny ranek wlazł po rusztowaniu z pędzlem i farbami pod krzyż, wpatrzył się w oczy Ukrzyżowanego, spojrzał w stronę miasta i zawołał: „Przymknij, Panie, swoje oczy na nasze nieprawości!”. Po kilku ruchach pędzla oczy na Obliczu jakby zgasły pod powiekami., a w bracie Laurencjuszu ustało bić serce. Pochowano go po cichu, nic nie opowiadając, by nie drażnić nikogo. Potem kościół przejęli protestanci i krzyż umieścili w bocznej kaplicy. Ktoś czasem zwracał uwagę, że jednak te oczy patrzą. Potem, gdy znów krzyż umieszczono w górze, to jakby celowo tak, by trudno było dostrzec wyraźniej Oblicze. Powiadano, że gdy z Gdańskiem działo się źle, to ten i ów widział te oczy z uniesionymi powiekami. Może ktoś teraz będzie mógł dojrzeć te oczy we wspomnianym kościele i nie odejdzie szybko ze spuszczonym wzrokiem… * Postać z krzyża nic nie mówiła i nie mówi. On tylko patrzy, a reszta dzieje się w tych, którzy owego spojrzenia znieść nie mogą i robią wszystko, by je zasłonić, usunąć, uciec przed nim… Ale jak i gdzie?
|
|
Echo...
- czyli nasz dar spotkania...
Podziel się tym wszystkim co maluje w tobie ciszą serca... swoją refleksją... miłością do Jezusa... obawami... pytaniami... swoimi pragnieniami...
Bądźmy dla siebie "Echem miłości..."
spotykając się tutaj na stronie
a także w portalu Nasza Klasa
Fitness duchowy...
Walczymy z wadą twardego serca!
Twardy jak kamień... kamienne serce... z takim sercem nie zrozumiemy inności, nie dostosujemy naszych wymagań do zdolności innych. Nie będziemy zdolni do przebaczania, nawet nie zrozumiemy dlaczego trzeba przebaczyć. Wszystko poddamy krytyce. Od razu zobaczymy w bliźnim tylko jego wady, choćbyśmy widzieli go po raz pierwszy. Właścicielowi twardego serca trudno nieść pomoc innym, trudno nawet dostrzec potrzeby jakiejkolwiek pomocy. Zrozumienie wymaga zatrzymania się. „Stop człowieku!” „Stop!” Dostrzeżenie spraw innych ludzi, głębsza nad nimi refleksja. Przeniesienie części uwagi z siebie na innych. Skoro wszyscy na ogół spieszą się, mijają bez wzajemnego dostrzeżenia, wydają sądy bez zastanowienia się - wyrozumiałość staje się cnotą rzadką, zapomnianą... Cnotą, którą trzeba ożywić.
Ćwiczmy dziś cnotę wyrozumiałości! Wyrozumiałość brzmi podobnie jak zrozumienie. Rozumienie odnosi się jednak do poznawania problemów teoretycznych, wyrozumiałość do sposobu traktowania ludzi. Poznać można jakieś zagadnienia, książkę, sposób działania mechanizmu. Poznanie problemów daje satysfakcję intelektualną, pobudza zainteresowanie, zwiększa wiedzę... Zrozumienie człowieka jest trudniejsze, bo wymaga spojrzenia wielowątkowego, ogarnięcia wielu sfer równocześnie. Wymaga wczuwania się w czyjś sposób myślenia, motyw postępowania, w doświadczenie życiowe, słabości, marzenia... Wszystko zrozumieć to wszystko przebaczyć. Być dla innych wyrozumiałym to nie to samo co nie stawiać żadnych wymagań. Być wyrozumiałym to rozumieć trudności przeżywane przy ich realizacji, starać się spoglądać na sprawy nie tylko w własnego punktu widzenia, ale także z punktu widzenia innych. Ta sama rzecz wygląda inaczej, zależnie od punktu, z którego się na nią patrzy. Ten sam problem wygląda inaczej oglądany z góry, z boku i od spodu. Inaczej patrzy się na człowieka z wysokości osoby dorosłej, inaczej z dołu, z pozycji małego dziecka, inaczej od progu, inaczej zza dyrektorskiego biurka. Inną sprawność mają dojrzałe doświadczone ręce, a inną małe rączki dziecka, po raz pierwszy ściskające pióro czy łyżkę. Inaczej reaguje człowiek o żywym temperamencie w lot chwytający sens sytuacji, inaczej człowiek powolny choć może bardziej wnikliwy. Inna jest sytuacja osoby zdrowej, inna chorej, zmęczonej i wypoczętej, nadwrażliwej czy gruboskórnej. Kto pyta nie błądzi. Stawiajmy więc pytania sami sobie: Dlaczego ten człowiek tak reaguje? Jakbym się zachował na jego miejscu? Może gdybym miał takie same przeżycia jak on dawno bym siedział w więzieniu, albo w szpitalu? Docenianie odmienności nie jest tylko przejściową modą naszych czasów. Wyrozumiałoąść to prawdziwa postawa otwartości na odmienność. Wyrozumiałość to więcej niż przejściowa moda. Wyrozumiałość jest stałą cechą prawdziwego chrześcijanina!
Podziel się wnioskami i refleksją, jakie ci się nasunęły przy czytaniu tych tekstów. Co najbardziej cię dotknęło? Które obrazy i treści najgłębiej cię poruszyły i dlaczego?
|
|
|
|
|
 |
|
| Podpowiedz mi...
|
| Pięć listków
|
| Drobnostki...
|
| Ile ważnego...
|
| Malowane ciszą
|
| Iskierki pragnień
|
| Zasłyszane
|
| Szept
|
| Zaczarowany ogród
|
|
|
|