|
Magiczna harfa...
Pewnego pięknego dnia czarnoksiężnik przemienił drzewo w magiczną harfę. Najdziwniejsze w harfie było to, że nikt nie mógł na niej grać. Mogła wydawać tony tylko wtedy, kiedy posługiwali się nią najwięksi muzycy świata.Chiński cesarz zaprosił wielkich artystów, jakich miał w swoim państwie, aby na niej zagrali. Jeden po drugim próbowali zagrać, ale harfa wydawała tylko nieprzyjemne dysonanse.W końcu przybył król gry na harfie, Peiwoh, i stał się cud. Jego palce wydobyły z niej miłe tony, w których można było rozpoznać całe piękno przyrody: przepych lasów o świtaniu, klimat poświaty księżyca, powiew wiatru, szum raz to pieszczotliwych, raz rozhukanych fal. Sprawił nawet, że słuchacze wyczuwali opary, jakie unoszą się nad ziemią w poszczególnych porach roku. Cesarz i jego dwór oniemieli ze zdumienia. Na koniec cesarzowi wróciła mowa i rzekł do harfisty: "Jaka to tajemnica kryje się w twoim zwycięstwie ?" I otrzymał odpowiedź: "Dlatego wszyscy harfiści ponieśli klęskę, ponieważ chcieli wygrywać swoją własną chwałę. Ze mną jest tak, że zapomniałem o sobie. Dałem harfie wolność w wyborze tematu i prawdziwie było tak, że nie wiedziałem, czy to harfa była Peiwohem, czy to Peiwoh był harfą".
( Zasłyszane...)
Podziel się swoją refleksją...
Echo...
|