|
| Preludium... światła
|
| Chwile z Bogiem... |
| Wieczór z Bogiem
|
| Noc z Bogiem...
|
| Życie augustiańskie
|
| Dar powołania
|
| Pisane światłem
|
| Życiowe refleksje - medytacje sióstr...
|
| Zaloguj |
Dar...
Wspólnota Sióstr Kanoniczek Regularnych Szpitalnych od Miłosierdzia Jezusa i Reguły Świętego Augustyna z Francji zaprasza do DAR-u... Ta strona jest dla ciebie. Mówi ona tylko jedno - jest"Ktoś", kto cię kocha. Nawet jeśli jeszcze o tym nie wiesz. Daj się odnaleźć Jedynemu, Który cię nigdy nie zostawi! Ta strona chce po prostu otworzyć cię na Spojrzenie, którego światło sprawi, że twoje życie stanie się Życiem. Twoje istnienie nabierze sensu, stanie się obecnością, żarem, będzie siać nadzieję - stanie się darem Miłości...
|
|
|
 |
 |
Start Życiowe refleksje - medytacje sióstr...
Nowa pieśń
Niech ich serca doznają pociechy, aby zjednoczeni w miłości doszli do całego bogactwa, czyli pełni zrozumienia, do poznania tajemnicy Boga, Chrystusa. W Nim ukryte są wszystkie skarby mądrości i wiedzy. (Kol 2, 2-3) Trzydziestosiedmioletnia Joyce Girgenti chrześciaińska, artsytka dzieliła się swą wiarą, pisząc imię Jezusa na swoich obrazach. Pewnego roku jakaś organizacja zaproponowała jej wykonanie kart świątecznych. Jej pierwsza propozycja - obraz przedstawiający kominek, choinkę i żłóbek - nie została przyjęta. Niezrażona tym zrobił inny projekt, który został zaakceptowany. Dopiero później zrozumiała, dlaczego jej pierwsza praca nie została przyjęta. Bóg miał inny plan. Wykonując pierwszy projtkt, Joyce użyła fotografii własnego kominka. Najpierw pojawiła się na projekcie choinka, potem żłóbek na gzymsie kominka buzujący ogień i kamienie okalające palenisko. Gdy zaczęła malować dół kominka, odwróciła się do swej córki: „Czy nie uważasz, że byłoby ciekawie ukryć wśród kamierni kominka coś zwiazanego z Bożym Narodzeniem?" - zapytała Nim jej córka zdążyła odpowiedzieć, Joyce powiedziała. „Co może być trafniejszego od imienia Jezusa? To z Jego powodu obchodzimy Święta Bożego Narodzenia". Joyce ułożyła kamienie okalające kominek tak, by układały się w słowo „Jezus”. Namówiona przez córkę dodała jeszcze kamień w kształcie serca. Gdy ten wzór nie został przyjęty, Joyce użyła go na własne potrzeby - wysłała takie kartki siwoim znajomym i klientom. Wkrótce potem odebrała telefon od swej przyjaciółki, Mary, która zapytała: „Czy rzeczywiście masz ułożone imię Jezusa w swoim kominku?". Joyce, pracując, zawsze szuka sposobu, by umieścić imiç „Jezus” w swoim projekcie. Dzieli się swoją wiarą z każdym, kogo spotyka, mówiąc: „Jeśli zapomnisz o mnie, nic nie stracisz, lecz jeśil zapomnisz o Jezusie, stracisz wszystko". Odszukiwanie dobrze ukrytego imienia Jezusa w obrazach Joyce jest tajemniczą przygodą, ale prawdziwą tajemnicą nie jest Jego imię, lecz On sam. Tylko wtedy, gdy szukamy prawdziwego Jezusa, odnajdujemy Jego ukryty, przeznaczony dla nas skarb - zbawienie.
Z nieoczekiwanej strony.
„Dlaczego mnie szukasz? Na mnie trzeba czasem poczekać". – Chyba już nie potrafimy czekać - rządzeni pośpiechem i presją natychmiastowości spełnień. Tym mniej umiemy czuwać, bo tu jest tak wiele niewiadomego: kto? kiedy? jak? skąd? – przybędzie. I dlatego rzadko na coś zasługujemy. Na tej małej wyspie z rybacką osadą zjawił się kiedyś jakiś wieszcz czy prorok. Z niesamowitą pewnością zapowiedział, że Bóg znany już gdzie indziej, przybędzie także tutaj. O tym opowiadali także przodkowie, więc wszyscy pytali tylko o to, kiedy się On zjawi i z której strony. Prorok jednak rzekł: „Tego nie wie nikt, prócz Niego samego. Ale chce być oczekiwany". Zapanowała radość na wyspie, bo przepowiednie mówiły, że ów Bóg uszczęśliwi mieszkańców na zawsze. Przez pierwsze dni trwały porządki, naprawy, upiększanie ulic, domostw i wieży, na której czasem stawał zmarły dawno kapłan. Wszędzie panowało radosne rozgorączkowanie i pytania: kiedy? skąd? jak? Wyglądano więc Go zewsząd i przez kolejne dnie i noce. Najbardziej czujny był młody strażnik świętego ognia, który czasem rozpalano na wieży. Pomyślał, że będzie palił ten ogień każdej nocy, jako znak wiernego oczekiwania. Nawet sporządził z posrebrzanych blach lustra, które kierowały światło ognia w każdą stronę po kolei. Wychodził na wieżę każdej nocy i trwał przy ogniu kierując światło w różne strony i wypatrując. Ale nikt się nie zjawiał. Oczekiwanie i radość mieszkańców powoli przygasły, a potem zaczęto już o tym zapominać lub milczeć wstydliwie, jakby ktoś ich oszukał. Kiedy już nikt nie pamiętał, ów strażnik był jedynym uporczywie wiernym. Ludzie, zwłaszcza żeglarze i rybacy lubili to światło z daleka widoczne i pomagające uniknąć skał podwodnych i trafiać do portu. I zapomnieli, po co było kiedyś zapalone i wciąż podtrzymywane. Mijały tak lata. Wierny strażnik postarzał się, przygarbił. Bywało, że i on po cichu wątpił w owe przyjście Boga, któremu na pewno lepiej było gdzie indziej. Ale palił ogień i czekał. Którejś nocy chyba ostatni raz z trudem wspiął się na wieżę i kierując światło w stronę niknącego horyzontu, zawołał: „Gdzie jesteś, Boże?" I wtedy usłyszał szept ze środka płonącego ognia: „Tu byłem i jestem. W tym świetle, którym Mnie szukałeś, a które pomagało się odnaleźć ludziom." Strażnik nie mógł wymówić słowa. „A kiedy gasł ogień, to gdzie byłeś?" – zapytał. – „Wtedy chroniłem się w twoim sercu, żeby nie ustawało w oczekiwaniu." I wtedy strażnik zamknął wolno i spokojnie te wciąż wypatrujące oczy. Rano znaleziono go martwego z trudnym do pojęcia wyrazem szczęścia na twarzy. Postanowiono palić ogień dalej, ale tylko dla ludzi. Szukamy i nie szukamy Boga. Czekamy na Niego, a właściwie, to na wszystko, prócz Niego. Zdają się nam wystarczać małe tęsknoty i pragnienia. I nie wiemy, czego/kogo nam brak, gdy mamy wszystko. Niektórzy poszliby na koniec świata za SPEŁNIENIEM, a tak niewielu odkrywa w swoim czuwaniu to, co poeta: „że Bóg był bliżej mnie niż ja sam siebie." I jest.
Naładuj swoje akumulatory.
Niechaj narody odświeżą swe siły! (Iz 41, l) Czasy, w których żyjemy, opisuje się jako erę « długiej listy spraw niewykonalnych ». Kiedy stajemy wobec natłoku zadań, trudno nam jest pozwolić sobie na odrobinę wytchnienia lub na przerwę w zajęciach. Lecz owoce odpoczynku warte są swej ceny, a są nimi: nowe spojrzenie na rzeczywistość, jaśniejsze zrozumienie samego siebie, energia psychiczna, dobra kondycja duchowa. Zanim wynaleziono kontrolki ostrzegające o pozostawieniu włączonych świateł w zaparkowanym samochodzie, wielu kierowców zapominało o ich wyłączeniu po wyjściu z pojazdu. Czasami dlatego, że bardzo im się dokądś śpieszyło albo dlatego, że okolica była zbyt jasno oświetlona, aby zobaczyć, że światła samochodu nadal się świecą. Jeśli świeciły się długo, to po powrocie do samochodu kierowca zastawał całkowicie rozładowany akumulator. Aby ponownie uruchomić samochód, musiał naładowac baterie. Również nasze zasoby energii nie są niewyczerpane. Musimy je często uzupełniać przez sen, odpoczynek, posiłki i relaks. Szalone tempo życia może nas zupełnie pozbawić sił. Żyjąc na najwyższych obrotach, całkowicie wyczerpujemy źródła swojej energii psychicznej, fizycznej, umysłowej i duchowej. Zanim się zorientujemy, zużyjemy już wszystkie siły. Jeśli nie będziemy w porę interweniować, to możemy całkowicie wyczerpac nasze « akumulatory ». Zmęczenie może spowodować, że nasza percepcja zostanie zniekształcona, a nasze reakcje wobec innych osób będą negatywne. Mało tego, z biegiem czasu, jeśli nie zapobiegniemy temu w jakiś sposób, możemy nabawić się fizycznej lub psychicznej choroby. Charles Spurgeon, kaznodzieja z XIX wieku, mówił: « Bez regularnego wypoczynku nie będziemy gotowi do ciagiej walki. Jeśli pozwolimy, aby dobro w nas było osłabione - albo żeby nasz blask przygasł – zło z pewnością zbierze swe siły i będzie wytrwale walczyło o to, aby nami zawładnąć ». Mądrze postąpisz, jeśli na chwilę przerwiesz swoje zajęcia i « wyłączywszy światła » położysz się spać! Żyjąc w ten sposób zachowasz swoje zapasy energii i będziesz mógł pozostać bardziej twórczym i szczęśliwym człowiekiem.
Iskierki - medytacje sióstr...
Czuwać Panie... ...Uczysz mnie bym codziennie była Twoja... Obdarowujesz mnie pięknem i miłością bym kochała... ...Zapraszasz mnie bym u Twych stóp zostawiła mój niepokój i grzech... Jezu... ...Proszę wyzwól mnie z mej małości i zła, które pozwalają mi przyjąć Twego Słowa... ...Spraw bym "nie spała" w dniu, którym Słowo zawita do mego serca... ...Pomóż mi otworzyć się na Twoje Światło, pomóż mi być "stróżem poranka" Bóg... który pracuje na glebie naszego serca. Bóg jest naszym Ogrodnikiem na glebach naszych serc, który nieustannie działa, stwarza, żyje i doskonali. Pragnie nas przemieniać. Człowiek otwiera serce swoje na Boże Słowo, wówczas dane mu jest poznać jego moc, która staje się jak ziarno przynoszące owoc. Wszystko zależy od gleby duszy ludzkiej ( wg . Ewangeli Św. Mateusza 13, 3 „Oto siewca wyszedł siać...”). Jezus w Ewangeli porównuje Słowo Boże do ziarna, ziarno siane jest jednakowo dla wszystkich. Wszyscy jesteśmy glebą, jesteśmy glebą Bożego Ziarna. Czy zawsze jest urodzajne ? Czy gleba nie bywa twarda, kamienista lub zachwaszczona ? Glebą są ludzie słuchający Słowa Bożego, ziarnem jest Jego słowo- słowo Boga. Ziarno Boskiego pokoju padło na nieuprawioną glebę wielu serc.Często zapominamy o naszej służebnej roli. Nasze serca stały się głuche i zatwardziałe na Twoje Słowo. Nasze serca stały się jak kamienista droga. Pomimo, że Słowo Twoje zaczęło kiełkować, ziemskie zmartwienia zniszczyły je. Człowiek wewnętrzny, którego Pan nazywa sercem po usunięciu nieczystości na skutek niewłaściwego postępowania odzyska na nowo swoje piękno, stanie się dobrym. Człowiecze, kimkolwiek jesteś to jest także twoja historia. Czekam na Ciebie... dobry Boże, Czekam na Ciebie, pośpiesz się. Nie potrafię jeszcze Panie, czekać bezczynnie, skoro wokół są ludzie, maluczcy, umęczenie chorobą, starością, samotnością. Tyś się w nich ukrył. Czasem uśmiechasz się czasem płaczesz, a czasem nie nie mówisz. szukam Ciebie, Panie. Pomóż mi przyjść do Ciebie, Tobie usłużyć, aby dusza moja nasyciła się Tobą. W księdze nad księgami czytam: " Jak łanie pragnie wody ze strumienia, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże. Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego... Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo, i czemu jęczysz we mnie?" Przyjdź, Panie i zmiłuj się nade mną. Pragnienie mej duszy, Jezu, przyjdź nie zwlekaj! Bądź jak mała lampka..., która spala się blisko Tabernakulum i oświeca ciemności nocy. Niech poprzez Twoją cichą obecność Pan rozgrzeje Serce Świata, tak często zimnego, na chwałę Boga i ku zbawieniu całej ludzkości. Zefirek... Na świecie było w sam raz, aby tego dnia wybrać się w podróż do Gdziekolwiek. Rozradowany słonecznym ciepłem Zefirek wyczyniał piruety w pobliżu ogromnego drzewa. Znajduje się ono w spokojnej odległości od Drzewa, ktore rośnie od niepamiętnych czasów w tym samym miejscu i ma do swej dyspozycji spory fragment ogrodu. W okolicy Drzewa rośnie tylko trawa, o ile może tam rosnąć,pomimo nieprzyjemnego Cienia, który stale jest zadowolony z sąsiedztwa Drzewa. Zefirek od kilkunastu tygodni był zaintrygowany nową ozdobą drzewa. Nowe początkowo były zielone niczym młodziutkie listki wczesną wiosmą. Od kilku dni przeobrażone niby- listki stają się coraz lżejsze i niepodobne do swego drzewa, kolorem upodabniają się do wędrujących z falami morskimi starych gałęzi. Trzeba się im bliżej przyglądnąć, pomyślał Zefirek i z wdziękiem wyśmienitego tancerza okręcił się wokoło wierzchołka. Gładkim slalomem zrobił mnóstwo zyg - zaków i już był tuż pod drzewem. Jednak tutaj nie było Nowych. O, Nowi są tam! I poleciał niezbyt szybko, aby ich nie przestraszyć Tym razem łagodne muśnięcie Zefirka poruszyło Nowych. Niespodziewanie oderwali się od trzymających ich więzów z drzewem. - Pozwólcie mi spać... - Szybujemy?... - A dokąd właściwie zmierzamy? ... - Ja chcę za morze. ... Ja chcę ... Zefirek opuścił maluchów i poszybował dalej z nadzieją ponownego śledzenia losow wszysztkich podróżujących za jego pomocą nasionek. Wyrosną z nich piękne drzewa, o ile zatrzymają się na wystarczająco dobrej glebie, pomyślał wietrzyk. Być może jedno z ich przedostanie się za rozległe morze, gdzie już jest mnóstwo jemu podobnych marzycieli, którzy pragną trafić gdzie indziej, za morze, do krainy Gdziekolwiek.
Bóg sam... może dać wiarę, ale ty możesz dać swoje świadectwo. Bóg sam może dać nadzieję, ale ty możesz przywrócić ufność braciom. Bóg sam może dać miłość, ale ty możesz nauczyć bliźniego kochać. Bóg sam może dać pokój, ale ty możesz siać jedność. Bóg sam może dać siłę, ale ty możesz podtrzymywać wątpiącego. Bóg sam jest drogą, ale ty możesz ją wskazać innym. Bóg sam jest światłem, ale ty możesz nim świecić w oczach innych. Bóg sam jest życiem, ale ty możesz pomóc innym odkryć pragnienie życia. Bóg sam może zrobić to co wydaje się niemożliwe, ale ty możesz zrobić to co możliwe. Bóg sam sobie wystarczy, ale woli liczyć na ciebie. Rozeta przybłędy… Kiedy wynosi się pod niebo profesjonalizm w sztuce, to ginie gdzieś niepostrzeżenie artyzm i dlatego chyba jest coraz mniej prawdziwie pięknych dzieł. Nie ma bowiem arcydzieła bez iskry Bożej, a tej – nie ma bez pokory. * Tę katedrę budowano już od prawie dwustu lat i teraz była szansa na ukończenie jej, bo pojawili się jacyś bogaci fundatorzy. Pojawili się więc też mistrzowie różnych profesji, starannie dobierani i sprawdzani. Jako ostatnie robiono witraże, a zaprojektowanie i wykonanie rozety nad organami powierzono sławnemu specjaliście, który z kolei dobrał sobie kilkudziesięciu bez mała równych sobie. Finis koronat opus (koniec wieńczy dzieło) - powtarzano, bo rozeta miała być jakby pieczęcią na całej budowli. Mistrz żądał teraz najlepszych szkieł, które trzeba było sprowadzić nawet zza morza. Dyskutowano w zawiłym języku o niuansach barw, krystaliczności, współgrania ze światłem. Biskup i fundatorzy słuchali mistrzów prawie nabożnie i nie szczędzili pieniędzy. Na mającej się ku końcowi budowie pojawił też się jakiś garbus, przybłęda, który najął się do sprzątania i czasem pilnie przypatrywał się witrażystom, a potem znikał w budzie, gdzie stały niepotrzebne już narzędzia i resztki materiałów, które on zbierał z placu. Kilka razy chciał się wtrącić do uczonych dysput na temat witraży, ale przepędzano go. Znikał więc i tylko czasem zastawano go, jak klęczał przed którymś z witraży z oczami na poły zachwyconymi, na poły nieobecnymi. Całe miasto oczekiwało na ukończenie rozety, by wreszcie mogło nastąpić poświęcenie katedry i huczne świętowanie. A mistrzowie wciąż przebierali w najbardziej wyszukanych szkłach, spoinach i słowach na poły magicznych. Przepędzany stamtąd przybłęda chował się w swojej budzie i śpiewał. W końcu zaczęto montować rozetę. Wszyscy oczekiwali wręcz cudu, choć wyłaniające się części rozety nie były piękniejsze od innych witraży. Kończono już ją, rozbierano rusztowania, bo nazajutrz miało nastąpić odsłonięcie. Jednak w nocy zerwał się taki wicher, że wypchnął jedną z części rozety, która runęła na dół roztrzaskując się w drobny mak. Wściekli mistrzowie zapowiedzieli prace, które miały trwać jeszcze miesiąc, ale król był już w drodze. Co więc miano zrobić? W ponurej ciszy, jak zgrzyt czy wyzwanie zabrzmiał śpiew z budy. Posłano tam kogoś, by uciszył garbusa. Sługa wrócił i zaczął szeptać coś gorączkowo biskupowi, który szybko ruszył do budy. Ujrzał tam rozłożoną, ale kompletnie ukończoną rozetę, którą czyścił ów przybłęda, wciąż coś nucąc. Biskup zbliżył się i zapytał go o coś cicho, a ten skinął głową rozpromieniony. Wtedy biskup powiedział, by brakującą część rozety wstawić z tej, którą wykonał tu ten człowiek. Mistrzowie zaprotestowali, ale biskup był stanowczy. Montowano cały dzień i noc. Rano wstał bardzo pogodny dzień i kiedy słońce zaświeciło w witrażach i w owej rozecie, ta nowa jej część zagrała taką harmonią barw, że wszyscy patrzący z mistrzami na czele oniemieli. – „Skąd wziąłeś takie szkła? – zapytał biskup – Nigdzie jeszcze takich barw i krystaliczności nie widziano.” Przybłęda uśmiechnął się, zatoczył ręką wskazując na plac i rzekł: „Ano, zbierałem wszystkie wyrzucone na plac kawałki, bawiłem się nimi z dzieciakami, a potem układałem, ot i wszystko.” Biskup polecił wymienić już całą rozetę. – Finis koronat opus! – ogłosił. Ale próżno potem szukano przybłędy, by przedstawić go królowi. Ponoć widziano go, beztrosko śpiewającego i idącego w nieznane. * „Kamień, który odrzucili budujący, stał się kamieniem węgielnym” – powiedział sprawca iskry Bożej w artystach. A tak przy okazji, to kto teraz śpiewa przy pracy?
( Zasłyszane...)
Podziel się swoją refleksją...
Echo...
Normal 0 21 false false false FR X-NONE X-NONE MicrosoftInternetExplorer4
Bóg sam może dać wiarę, ale ty możesz dać swoje świadectwo.
Bóg sam może dać nadzieję, ale ty możesz przywrócić ufność braciom.
Bóg sam może dać miłość, ale ty możesz nauczyć bliźniego kochać.
Bóg sam może dać pokój, ale ty możesz siać jedność.
Bóg sam może dać siłę, ale ty możesz podtrzymywać wątpiącego.
Bóg sam jest drogą, ale ty możesz ją wskazać innym.
Bóg sam jest światłem, ale ty możesz nim świecić w oczach innych.
Bóg sam jest życiem, ale ty możesz pomóc innym odkryć pragnienie życia.
Bóg sam może zrobić to co wydaje się niemożliwe, ale ty możesz zrobić to co możliwe.
Bóg sam sobie wystarczy, ale woli liczyć na ciebie.
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
|
| Podpowiedz mi...
|
| Pięć listków
|
| Ile ważnego...
|
| Malowane ciszą
|
| Iskierki pragnień
|
| Zasłyszane
|
| Szept
|
| Zaczarowany ogród
|
|
|
|