|
Mija czas...
Oto dzień który Pan uczynił: cieszmny się w nim i radujmy! (Ps 118, 24) ,,Dokąd czas tak pędzi?” - pytamy. Oto na horyzoncie pojawia się nowy dzień, a my nie rozumiemy, jak to się stało, że nadszedł tak prędko. Dlaczego tydzień minął tak szybko jak jeden dzień, a rok przemknął, jak przyspieszony obraz filmu wideo. Co gorsza, trudno nam powiedzieć, na co wykorzystaliśmy miniony czas... Czy nie powinno znaleźć się w nim więcej wspaniałych chwil? Co osiągnąłem? Czy to wszystko, co zrobiłem z danym mi czasem? Piosenkarz Jim Croce śpiewał z zadumą: „Chyba nigdy nie ma zbyt wiele czasu na rzeczy, które chcesz zrobić, gdy je wszystkie odkryjesz”. Tak gorliwie poszukujemy szczęścia. Jednakże często nie pojmujemy, iż ono nie jest celem, lecz produktem ubocznym dobrze przeżytego życia. Ten stary angielski tekst podaje prostą zasadę, jak należy cieszyć się każdym dniem, który Pan uczynił: Poświęć czas na pracę - to cena sukcesu. Poświęć czas na myślenie - to źródło siły. Poświęć czas na zabawę - to sekret wiecznej młodości. Poświęć czas na lekturę - to fundament wiedzy. Poświęć czas na przyjaźń - to droga ku szczęściu. Poświęć czas na marzenia - to twój pociąg do gwiazd. Poświęć czas na to, by kochać i być kochanym ‑ to przywilej bogów. Poświęć czas, by się rozejrzeć - dzień jest zbyt krótki na to, by być egoistą. Poświęć czas na śmiech - to muzyka duszy.
Wystarczy kochać...
„Piszesz dalszy ciąg Magnificat alfabetem Braille'a / którego nie znają teologowie bo za bardzo widzą.(ks. J.Twardowski) Mawiał o sobie, że najpierw jest człowiekiem, potem dziennikarzem, dalej niedoszłym lekarzem, a dopiero potem księdzem. Pracując w telewizji, przesiąkał myśleniem tamtych, w większości niewierzących ludzi. Nawet nie czuł jakiejś misji. Prowadził programy społeczne, a od religijnych stronił. Szczególnie tam wstydził się wszelkich „ludowych" akcentów religijności, a więc Maryjnych „szopek", jak tam mówiono. Zaprzyjaźnił się z pastorem, który wciąż śmiał się z kultu Maryi, która „jest czwartą osobą Trójcy Świętej dla katolików. Dlatego bał się tematów sanktuariów, objawień, pielgrzymek. I nagle zaskakująca prośba jego dawnej nauczycielki dogorywającej na raka, którą czasem spowiadał. Chwyciła go za rękę i żarliwie poprosiła, aby pojechał z pielgrzymką autokarową do Lourdes, bo tam wśród chorych jest także chora na raka jej wnuczka Bernatka, z którą nikt nie zgodził się jechać, a ona potrzebuje nie tylko troski medycznej. A jej zostało parę tygodni życia. A może jednak cud się zdarzy? I wtedy bąknął: „Tylko, że ja w te wszystkie cuda i wianki sam nie wierzę." Nauczycielka spojrzała mu w oczy i wyszeptała: „To nic. Wystarczy kochać." Z wielkim oporem, ale pojechał. I nagle przydały się tam jego dawne studia medyczne, bo w grupie była tylko jedna pielęgniarka. Przejął część jej obowiązków, by nie prowadzić modlitw i śpiewów w autokarze. Bernatka rzeczywiście wymagała troski. Powtarzała wciąż: „Byle nie umrzeć w drodze. Muszę tam być." Bardziej dla pocieszenia powiedział, że nie umrze na pewno. I wtedy ona zaproponowała wspólne odmawianie różańca we dwoje, bo większość spała. W trakcie usnęła, a on skończył go sam, choć dawno już nie odmawiał. Kiedy dojechali na miejsce, pomagał wszystkim, by nie iść do groty. Jakoś dziwnie świeżo przypłynęła w pamięci opowieść katechetki o tej dziewczynce, co szła po chrust i przy strumieniu usłyszała głos Pani: „Poczekaj!". Takie to dziecięce, że aż nie do wiary. Poszedł w końcu do groty z ostatnim chorym na wózku. Patrzył na płonące świece, ukląkł i kiedy podniósł oczy nie zobaczył we wnęce Figury. Pomyślał, że może wzięto do wymycia, ale co na to chorzy? Spojrzał ukradkiem, ale oni wszyscy wpatrywali się w to miejsce, jakby ją widzieli. Nawet ktoś obok szepnął, że chyba zdjęli aureolę z napisem „Jam jest Niepokalane Poczęcie". Nie rozumiał, co się dzieje. Zresztą, może lepiej, bo ta figura z obrazków dotąd jakoś dziwnie nakładała się na samą Maryję w jego myślach i raczej raziła go... Ale dlaczego tu jej teraz nie widzi? Ten ktoś obok szepnął: „Czy nie jest piękna?" Czuł dziwne drżenie, więc zerwał się, bo przypomniał sobie o Bernatce, a miał być przy niej szczególnie tu. Jednak wśród chorych jej nie było. Pobiegł do sali, gdzie mieli spędzić noc i zobaczył wchodzącą tam pielęgniarkę. Chyba zakonnicę w dziwnym trochę białym welonie, z długim niebieskim pasem i...boso. Słychać było, jak Bernatka rzęzi głośno, a pielęgniarka pochyla się nad nią, coś mówi i po chwili dziewczynka ucichła, a pielęgniarka zniknęła. Podszedł bliżej i ujrzał, jak Bernatka śpi spokojnie jak dziecko. Wrócił do groty, przepchnął się przez tłum i ukląkł najbliżej jak mógł. Figura stała. Brzydka, jak obrazkach. Ale kiedy spojrzał na ten niebieski bas i bose stopy, ukląkł i głowę pochylił bardzo nisko usiłując się modlić, a w uszach brzmiały te słowa nauczycielki: „Wystarczy kochać...wystarczy kochać." I nimi się modlił. Wokół słyszał poszczególne słowa dawnej modlitwy: „...że od wieków nie słyszano, aby kto Twej pomocy wzywa..." Nie mógł opanować drżenia, gdy usłyszał za sobą dość głośne wołanie: „Proszę księdza, Bernatka... Proszę księdza!" Wstał i już wiedział. „..tak cię sumiennie zasuwają na noc w jasnogórskie blachy pancerne że nie widać / To nic wystarczy kochać słuchać i obejmować" (ks. J.Twardowski)
Niech świeci wasze światło.
Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. Mt 5,16 Wraz z grupą turystów zwiedzających wspaniałą katedrę szła mała dziewczynka. Gdy przewodnik opisywał różne części budowli : ołtarz, chór, prezbiterium i nawy, uwaga małej dziewczynki była intensywnie skupiona na jednym z witraży. Przez długi czas dziewczynka cicho kontemplowała okno. Kiedy spoglądała w górę , przypatrując się różnym figurom, jej twarz rozświetlała się tęczą kolorów rozlanych we wnętrzu ogromnej katedry przez popołudniowe słońce. Gdy grupa miała już pójść dalej, mała zebrała się na odwagę i zapytała przewodnika : « Kim są ci piękni ludzie w oknie ?» « To są święci » - odparł przewodnik. Tej nocy, kiedy mała dziewczynka kładła się spać, oznajmiła swej mamie z dumą : « A ja wiem, kim są święci. » « O – odparła matka – a kimże takim są ci święci ? » Bez chwili wahania mała odpowiedziała : « To są ludzie, którzy pozwalają, by świeciło przez nich światło ! » Spójrz na miniony dzień i pomyśl, czy pozwoliłeś dziś Bogu świecić przez siebie. Czasami rezygnujemy z takiej możliwości, bo mówimy : « To by mnie zbyt wiele kosztowało. » Lecz Biblia poucza nas, że wszystko, co ofiarujemy, powróci do nas – pomnożone (zob.Łk 6,38). W naturze oglądamy podobne zależności. Mikroskopijna drobinka radu potrafi wysyłać strumień cząsteczek, które oddają światło i ciepło, a przy tym sama nie traci własnej energii. Jako chrześcijanie jesteśmy wezwani do rozjaśniania ciemności światłem Jezusa. Jak promienie, które przenikają mrok i ciemność, możemy przynosić nadzieję i pociechę. Pamiętaj, że światło Twego życia ukazuje ludziom żyjącym wokół Ciebie Jezusa, Źródło wiekuistej i nieustającej światłości. Rozbłyśnie ono jeszcze bardziej, gdy i Ty zapalisz swoje światełko.
( Zasłyszane...)
Podziel się swoją refleksją...
Echo...
|