|
Ten czas... zaprasza, by wyruszyć z własnym bólem, smutkiem i żalem do Boga i siebie w uzdrawiającą podróż...
Wracanie do Boga jest wędrowaniem w kierunku wyjaśnienia tajemnicy światła i ciemności : „Jeśli odważę się podjąć tę podróż w celu poznania siebie, wówczas odkryję jak jestem mały, nieporadny i ograniczony, lecz poznam również, że cały jestem kochany i ceniony… Albowiem w sercu naszego istnienia jest Bóg, który znajduje upodobanie w obdarzaniu miłością i w przebaczaniu, i którego dobroć możemy smakować”
(Timothy Radcliffe OP).
Moja wędrówka...
Jeśli życie jest nieustannym ruchem, to bezruch – także myśli, serca, sumienia, duszy – można nazwać umieraniem. Jednak ruch bez celu i reguł może być rodzajem obłędu. Życie więc – nasze życie – winno być wędrówką z jasno określonym celem i sposobem wędrowania. * Samo nasze narodzenie jest wyjściem, ale i wyruszeniem. Zaczyna się bowiem czas odchodzenia od piersi, od kolan, od fartucha matki... Potem czas wychodzenia z domu na krótsze i dłuższe wyprawy, po których dom już jest innym domem. Jest też czas pierwszej ucieczki z domu, z ciasnej obręczy czyichś ramion, z klatki obowiązków i przymusów. Jest w końcu czas na wielką podróż w nieznane - jak w baśniach - po wodę życia albo po to, by odkryć swoje prawdziwe imię. Swoista Odyseja jest wyzwaniem dla każdego z nas, ale nie każdy lub niewielu to rozumie i wyrusza. Jednak wśród tych, którzy wyruszają, wielu wędrówkę zamienia we włóczęgę bez celu. A wezwanie do walki z żywiołami (wokół i wewnątrz siebie), wielu zamienia w zwyczajne awanturnictwo.... I tylko bardzo niewielu nie zapomina o Itace, nie zrywa mocno naciągniętej nici wierności, nie wymazuje z serca tej jedynej twarzy. *
Jeśli wyruszasz w podróż do Itaki,pragnij tego, by długie było wędrowanie, pełne przygód, pełne doświadczeń. (…) Pragnij tego, by wędrowanie było długie: żebyś miał wiele takich poranków lata, kiedy, z jaka uciechą, z jakim rozradowaniem, będziesz podpływał do portów, nigdy przedtem nie widzianych; (…) aby uczyć się i jeszcze się uczyć – od tych, co wiedzą. Przez cały ten czas pamiętaj o Itace. Przybycie do niej – twoim przeznaczeniem. Ale bynajmniej nie śpiesz się w podróży. Lepiej, by trwała ona wiele lat, abyś stary już był, gdy dobijesz do tej wyspy, bogaty we wszystko, co zyskałeś po drodze, nie oczekując wcale, by ci dała bogactwo Itaka. Itaka dała ci tę piękną podróż. Bez Itaki nie wyruszyłbyś w drogę. Niczego więcej już ci dać nie może. A jeśli ja znajdujesz ubogą, Itaka cię nie oszukała. Gdy się stałeś tak mądry, po tylu doświadczeniach, już zrozumiałeś, co znaczy Itaka” (Konstandinos Kawafis)
A Herbert dodaje: "Jeżeli wybierasz się w podróż niech będzie to podróż długa wędrowanie pozornie bez celu błądzenie po omacku żebyś nie tylko oczami ale także dotykiem poznał szorstkość ziemi i abyś całą skórą zmierzył się ze światem Jeżeli już będziesz wiedział zamilcz swoją wiedzę.”
* Spacerowiczów, włóczęgów, turystów...jest wielu, ale prawdziwą podróż podejmuje tylko wędrowiec i pielgrzym, który ma jakieś święte miejsce, jako cel wędrówki. Święte miejsce domu, do którego wraca się z wodą życia dla kogoś. Święte miejsce swojej własnej Ziemi Obiecanej. Święte miejsce odkrytej i oswojonej najdzikszej i najbardziej rozległej krainy swojej duszy i serca. Bez takiej podróży nie pozna się własnego imienia, ani imienia swojego losu. I nie ujrzy się naprawdę tej Jedynej Twarzy, która jest Itaką...Ojczyzną, Domem... „Bądź wierny. Idź” (Herbert)
Marzenia... Spełnienia... Pokochałam w tobie swoje marzenie… Przez nieporozumienie? * Zakochane oczy kreują światy, przemieniają śmiertelników w bogów, a z ptaków miłośnie czynią niewolników, bo same są zniewolone swoim omamem. * Jest taka baśń o liściu – sercu wiolonczeli, który wypłoszony z niej wylądował w czyichś dłoniach i na pytanie delikatnego głosu: „Zgadnij, kto to?”, odpowiedział: „To ty” i usłyszał: „Zgadłeś! To ja! Więc mnie kochasz!” I przez rozchylone lekko palce ujrzał oczy delikatnej staruszki, której głos oznajmił: „Patrz, jak ładnie ci tu będzie, na zielonym balkonie, z klateczką w różowych petuniach. Pokochałam cię i ja, kanareczku, tylko cicho bądź.” Liść szepnął: „Ja nie jestem kanarkiem”, bo nie chciał być kochany przez nieporozumienie. Ale usłyszał: „Cicho! Jesteś kanarkiem, bo na niego czekałam. Nie wzięłabym cię w dłonie, gdybym cię za niego nie brała. Kochamy się, więc zamieszkamy w klatce. Tylko cicho!” I wcisnęła się z nim za kratki, gdzie listkowi ciaśniej było niż staruszce, ale i różowiej, i cieplej, i ciszej. I słuchał kojących słów: „Cyt, kanareczku, tak tu przytulnie, a ty gwiżdż na cały świat, ptaszyno.” I choć liście nie gwiżdżą, ten spróbował. Zrazu cicho jak wiatr, potem jak czajnik, aż wziął sobie gwizdanie do serca i zagwizdał, jak lokomotywa. I wtedy usłyszał: „Na kochaną babcię gwiżdżesz? Jesteś zepsutym kanarkiem, ale ja cię naprawię, miły mój. Śpiewać mi będziesz co do minuty. Cicho!” I zacisnęła dłonie tak mocno, że nie było w nich miejsca na drżenie, na oddychanie, na prośbę o litość. Na nic. I zdało się listkowi, że przestał być, skoro nie miał gdzie… * Prorok K. Gibrana mówił: „Kochajcie się wzajemnie, tylko nie róbcie z miłości okowów. Raczej niech będzie ruchome morze między brzegami waszych dusz. Śpiewajcie i tańczcie razem; bądźcie radośni; lecz pozwólcie jedno drugiemu na samotność, Tak jak struny lutni są samotne, choć drżą tą samą muzyką. Oddawajcie sobie serca, lecz nie we wzajemną władzę. I stójcie obok siebie, lecz nie zbyt blisko siebie: Albowiem kolumny świątyni stoją oddzielnie, A dąb i cyprys nie rosną jeden w cieniu drugiego.” * Od marzenia do zniewolenia nim – tak niedaleko. Nie stwarzaj w kimś zakochanymi oczami kogoś, kogo tam nie ma, a pozwól, by ci się objawiało w nim to, co nie ma nic z twojego odbicia… Może szczęście polega na przylgnięciu całym sercem do tego, co jest, a nie na opętaniu go tym, co się być zdaje?
|