Dar...

 Wspólnota Sióstr Kanoniczek Regularnych Szpitalnych od Miłosierdzia Jezusa i Reguły Świętego Augustyna z Francji zaprasza do DAR-u...
Ta strona jest dla ciebie.
Mówi ona tylko jedno - jest"Ktoś", kto cię kocha.
Nawet jeśli jeszcze o tym nie wiesz.
Daj się odnaleźć Jedynemu, Który cię nigdy nie zostawi!
Ta strona chce po prostu otworzyć cię na Spojrzenie,
którego światło sprawi, że twoje życie stanie się Życiem.
Twoje istnienie nabierze sensu, stanie się obecnością,
żarem, będzie siać nadzieję - stanie się darem Miłości...

Dobre nowiny

Dobre nowiny na Twój email
Start Wieczór z Bogiem Ciepło wieczoru

Ten piękny dar...

Kiedy mija dzień...

U schyłku dnia większość z nas jest zupelnie wykończona. Nasze ciała są zmęczone, poziom energii życiowej spada, a w głowie – pustka. Nie możemy wykrzesać z siebie żadnych twórczych pomysłów, genialnych rozwiązań czy choćby mądrych odpowiedzi. Nasze emocje są w strzępach, a zdolność komunikacji z otoczeniem zanika. W stanie takiego właśnie zmęczenia poświęć czas Panu Bogu. Nie zatrzaskuj przed nim drzwi, nie myśl o modlitwie jako o „jeszcze jednej sprawie do załatwienia”, na którą nie masz już sił. Przyjmij ten czas spędzony z Panem jako życiodajną chwilę wytchnienia. „Lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły; biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą.” (Iz 40, 31) Pan to Twój Stwórca. Także Twój Odnowiciel. Wie, jak jesteś skonstruowany i wie również, jak Cię „podreperować”, kiedy się zużywasz, psujesz albo – jak bezpiecznik – przepalasz. Już dziś wieczorem uwierz, że Pan wleje w Ciebie swego Ducha, napełniając Cię bezmiarem swojej boskiej obecności. Natchnie Cię swą mocą, mądrością, miłością – swoim życiem. Pójdziesz spać pełen spokoju, a obudzisz się odświeżony, ponieważ spędziłeś wieczór z Panem Bogiem.

Pewien śmiech...

Jedna z eskimoskich legend opowiada, że gwiazdy to nic innego, jak otwory w niebie, przez które nasi ukochani zmarli mrugają do nas, dając znać, że nadal nas kochają i bynajmniej nie jest im tam smutno.
Rena weszła do pustego mroczniejącego już kościoła i weszła do ławki, która znajomo jakoś skrzypnęła. Rena uśmiechnęła się, a wieczna oliwna lampka przy ołtarzu jakby zamigotała. I dlatego wróciło wspomnienie sprzed dwudziestu lat. Siedziała w tej samej ławce, a mrok wtedy opadł na jej serce i duszę. Była to Msza pogrzebowa najbardziej ukochanej istoty na świecie – jej Matki. Z nikim nie była tak zżyta i tak bliska. Wszystkie ważne wydarzenia w jej życiu Matka przeżywała bardziej niż ona. Oklaskiwała jej występy, przeżywała rozstrój nerwowy podczas jej egzaminów, uczyła, jak dawać sobie radę po śmierci taty, przeżywać miłosne zawody, jak zaczynać pracę wśród dzieci ulicy i jak się modlić, gdy wszystko zawodziło. A ta głucha kościelna cisza była nie do zniesienia dlatego, że ucichł na zawsze jej charakterystyczny śmiech, którym rozładowywała wszystkie ciężkie sytuacje, parskała nim w najmniej odpowiednim momencie i wybuchała dźwięcznie po niewinnych kawałach, jakie lubiła płatać dzieciom. Dlatego, gdy zachorowała, Rena widząc, że jej siostra właśnie urodziła swoje pierwsze maleństwo, a brat miał jakaś misję w Azji, zajęła się Matką z troską, jakiej nie doświadczyłaby od nikogo. Robiła przy niej wszystko, dowoziła do lekarzy, tkwiła przy szpitalnych łóżkach, czytała jej głośno jej ulubionego Chestertona, no i odpowiadała śmiechem na jej śmiech pomimo wszystko. Była przez to kilka lat singielką, gdy brat i siostra powiększali swoje rodziny. I teraz w nagłym osamotnieniu poczuła się jak w matni. Patrzyła, jak siostra kołysała na rękach kolejne dziecko, a brat siedział z wtuloną weń żoną – pogrążeni w swoich smutkach, a ona sama w pustej ławce. Rozpoczęła się Msza, która w ogóle do niej nie docierała. I wtedy wpadł na do kościoła jakiś młody mężczyzna i zajął miejsce w jej ławce. Spojrzał w kierunku trumny, zasłonił twarz i zaraz zaczął wycierać chusteczką łzy. Nie znała go. Skąd on mógł znać więc jej Matkę? Ocknęła się, gdy ten mężczyzna dołączył się do modlitwy wiernych i w dłuższej intencji wymienił kilka zasług Marty, zapewniając o swojej wdzięcznej miłości do niej i o modlitwie. Kiedy wrócił na miejsce, szepnęła: „Pomylił pan imię. Moja Matka to Małgorzata." Tamten spojrzał na nią spłoszony i odszepnął: „Jejku, coś tu nie tak. Czy to jest kościół farny?" – „Nie, franciszkanów." – odpowiedziała. Tamten złapał się za głowę: „Jejku, pomyliłem kościoły. W farnym miał być pogrzeb mojej ciotki Marty i chyba już się odbył. Nic, zostanę na tym, może się znały." I wtedy nagle coś w niej zachichotało, jak kiedyś, gdy Matka parskała swoim śmiechem. Ukryła twarz w dłoniach, uklękła, ale od jej śmiechu ta ławka zaczęła skrzypieć, a ludzie spoglądać w ich stronę, bo on też z trudem tłumił śmiech. Rena czuła, że ktoś trzeci im w tym towarzyszy... Gdy wyszli z kościoła on zaprosił ją po tym wszystkim nazajutrz na kolację, by wszystko wyjaśnić. A po roku w tym samym kościele brali ślub. Kiedy to wspominali, on mawiał: „One się naprawdę znały i zeswatały nas ze sobą w dzień swojego pogrzebu." A ona dodawała: „I nie wiem, czy to był ostatni kawał mojej Matki."
Chińczycy mawiają, że jedna radość zabija setki smutków. Dobrze o tym pamiętać podczas jakiejś grobowej ciszy, a nawet, gdy się mówi w chórze wiernych „Wierzę w świętych obcowanie", bo oni z tamtej strony mrugają do nas, bynajmniej nie ponuro.

Cenny czas...

Ukażesz mi ścieżkę życia, pełnię radości u Ciebie. (Ps 6, 11) Zajęty - jak bardzo jesteś zajęty! Słońce wzeszło już tak wysoko ponad horyzont, a przed Tobą jeszcze tyle pracy. Praca, rodzina, Kościół i dużo, dużo innych spraw - wszystko wydaje się domagać dodatkowych godzin na dobę. Godzin, których Bóg nigdy nie zaplanował, stwarzając dzień. Nam, chrześcijanom, wciąż wydaje się, że te wszystkie działania ucieszą naszego Niebieskiego Ojca. W końcu wiara bez uczynków jest martwą, czyż nie? Wreszcie późną nocą rzucamy się na łóżko. Cz możemy przyznać, że rzeczywiście spędziliśmy jakiś czas razem z Ojcem, którego tak bardzo staraliśmy się zadowolić? Billy Graham opowiada o małej dziewczynce i jej ojcu, którzy bardzo się przyjaźnili i uwielbiali spędzać razem czas. Chodzili na spacery, dzielili pasje obserwowania ptaków, cieszyli się zmianami pór roku i ludźmi, których spotykali w trakcie swych wędrówek. Pewnego dnia ojciec dostrzegł w córeczce jakąś zmianę. Gdy zaproponował jej spacer, ona znalazła wymówkę i nie poszła z nim. Wiedząc, że mała dorasta, wytłumaczył to sobie tym, że traci zainteresowanie towarzystwem taty na rzecz kompanii rówieśników. Pomimo tego jej nieobecność zasmuciła go głęboko. Ze względu na coraz częstszy brak jej towarzystwa, w dniu urodzin ojcu nie dopisywał dobry humor. Wówczas córeczka podarowała mu parę starannie uszytych pantofli, które własnoręcznie robiła dla niego, gdy wychodził na spacery. Ojciec zrozumiał i powiedział: «Moje kochanie, bardzo podobają mi się te pantofle, ale następnym razem kup mi je w sklepie, a mnie pozwól cieszyć się tobą całe dnie. Wolę mieć przy sobie swoje dziecko, niż posiadać cokolwiek, co może ono dla mnie zrobić.» Czy to możliwe, aby nasz Ojciec Niebieski kiedykolwiek czuł się samotny przez brak towarzystwa swych dzieci? Czy jesteśmy tak bardzo zajęci lub wyczerpani spełnianiem dobrych uczynków, że zapominamy o tym, by spędzić z Nim kilka spokojnych chwil pod koniec dnia? O zachodzie słońca wybierz się z twym Ojcem Niebieskim na spacer. Spędź nieco cennego czasu rozmawiając z Nim o wszystkim i o niczym. Wówczas będziesz czuł się szczęśliwy - i On także!

 

( Zasłyszane...) 
 
Podziel się swoją refleksją...

Echo...

 

 

 

Zapraszamy do kontaktu

35092519

510753

Adres:

Monastère Notre-Dame de Miséricorde

7, place Gambetta

29120 Pont-L'Abbé Francja

Muzyka duszy...


PopUp MP3 Player (New Window)

Statystyka

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj112
mod_vvisit_counterWczoraj312
mod_vvisit_counterTen tydzień2141
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień2568
mod_vvisit_counterTen miesiąc1163
mod_vvisit_counterPoprzedni miesiac12445
mod_vvisit_counterWszystko481255