Świecąca kula...
Siedzieła żabka nad brzegiem stawiku. Co jakiś czas łapała przelatującą muszkę, przekąszając w ten sposób „małe co nie co”. Zbliżał się wieczór, żabka patrzyła na stawik i dumna była ze swego mieszkania. Na niebie pojawiały się przepiękne kolory zachodzącego słońca, odbijające się w tafli stawiku. Żabka rzekła: „Co za dziwna, świecąca kula płynie po moim stawiku. Jakaż ona piękna i ile mu dodaje uroku, jak wszystko dzięki niej błyszczy... Ach! Muszę wskoczyć i złapać ją, wtedy zatrzymam ją dla siebie.” Żabka wskoczyła do wody, ale nic nie znalazła, więc wyszła na brzeg i po tafli stawiku szukała wzrokiem świecącej kuli. Widząc ją znowu wskoczyła, ale i tym razem jej nie znalazła. Sytuacja powtarzała się, w końcu zmęczona wyszła na brzeg. Przelatywał właśnie motyl i zagadnął ją:- E... Żaba, coś taka zmęczona? - Szukałam świecącej kuli, ale nie potrafiłam jej złapać. - Czego szukałaś? - zapytał motyl. - Świecącej kuli. Och! Gdybyś ją widział, to zapragnąłbyś ją mieć dla siebie. Gdy ona była w wodzie, całe moje mieszkanie było przepiękne i błyszczało. A te kolory... Och! Gdybyś przyleciał wcześniej to sam byś zobaczył, ale może jeszcze będzie, popatrzmy razem. I motyl wraz z żabką zwrócili swój wzrok na taflę stawiku, w którym jeszcze odbijało się zachodzące słońce. - Och, żabo, żabo - rzekł motyl - i pomyśleć, że zachwycałaś się tylko odbiciem. Podnieś swój łebek, a zobaczysz świecącą kulę. - Co ty mówisz, przecież ona jest w wodzie - odparła żaba. - No to popatrz w górę - odparł motyl. Żaba spojrzała w górę i zobaczyła prawdziwą świecącą kulę.
Podziel się swoją refleksją...
Echo...
|